You are not logged in.

1

Sunday, October 7th 2012, 4:48pm

[KZS] Królewski Zakon Szlachecki

"Powrót" - opowiadanie cz1.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Reiden nerwowo chodził po komnacie od okna do drzwi. Za każdym razem kiedy mijał
stolik suto zastawiony wszelkiego rodzaju mięsiwem, pieczywem i napitkami sięgał reką po karafkę, nalewał pucharek po czym jednym hałstem wychylał całą jego zawartość. Po kolejnej takiej rundzie zauważył, że brak już czerwonegonapoju w karawce...
-Wina! zawołał
-Tak, Panie.
Człowiek skryty do tej pory w cieniu komnaty pokornie się ukłonił i zniknął za drzwiami. Po dłuższej chwili drzwi znów się uchyliły i do komnaty powrócił sługaniosący dość pokaźny antałek z bliżej nieokreślonym płynem.
-Mój Panie wiem czego Ci trzeba - rzekł wchodząc po czym wyjął szpunt z beczólki i zaczął nalewać złocisty płyn do swieżo odstawionego pucharka.
-Czy to jest ten nowy pachnący kwieciem napój, jak mu tam było? Ten przywieziony z naszej
ostatniej wyprawy na wschód? zapytał Reiden.
-To właśnie jest miód Panie. Ukoi Twoje nerwy i rozwieje wątpliwości.
Reiden już miał zamiar wychylić zawartość pucharka gdy do komnaty wszedł kolejny mężczyzna i rzekł:
-Mnie też nalej mości podczaszy i zostaw nas samych.
-Avalloc i jak tam? Co z nim? Powrócił? To mówiąc Reiden prawie przyskoczył do wchodzącego wojownika.
-Lucyferus sprowadził go już spowrotem i robi co może żeby przywrócićmu pamięć. Mówi, że najgorze już za nim. Za dzień, dwa dojdzie do siebie i będzie już z nim można porozmawiać.
-Dzięki niech będą Bogom o ile jacyś istnieją, muszę się napić. To mówiąc ruszył chwiejnym krokiem w stronę stołu, potknąłsię o wystający sęk w desce podłogi i prawie by upadł gdyby silne ramie wojownika w porę go nie podtrzymało.
-Nie sądzisz, że masz już dość mistrzu Reiden?
-Nasz mistrz Armageddon nadal zalega ciężko ranny w łożu, pozostali baronowie się rozpierzchli po świecie, sojusznicy nie traktują nas poważnie, a światem rządzi korupcja i wyznawcy krzyża, a Ty Avallocu pytasz mnie czy mam dość? Tak mam już dość przyglądania się temu i dlatego właśnie poleciłem Lucyferusowi za pomocą jego magii sprowadzić tutaj spowrotem mistrza Sleepwalker'a! I dopuki tu nie przybędzie zamierzam opróżnić całą zakonną piwniczkę.
Prawie w tym samym momencie kiedy baron skończył swój wywód i ciężko jeszcze dyszał po tej nerwowej wypowiedzi, drzwi do komnaty otworzyły się z hukiem. Stanął w nich mężczyzna ubrany zaledwie do połowy z długimi jasnymi włosami opadającymi luźno na ramiona i rozlewające się po całym korpusie. Mężczyzna ten jeną ręką prztrzymując się framugi drugą drzwi ruszył w stronę stolika...
Zdumieni wojownicy spojrzeli jedynie po sobie i zamarli w pół zdania widząć jak postać, która dopiero co się pojawiła opróżniała łapczywie zawartość antałka dużymi łykami, a kiedy skończyła spojżała podejżliwie na Avalloca i zapytała ochrypłym głosem:
-Reidena znam, a ktoś Ty jest?
-Avalloc odparł tamten. 7-me wcielenie... Nie zdążył dokończyć bowiem mężczyzna przerwał mu gestem ręki mówiąc:
-Nie musisz tłumaczyć, znam demonologię. A teraz zostaw nas samych. Mam do pomówienia z Reidenem.
-Sleepwalker, to Ty... prawie wyszeptał Reiden.
c.d.n.

2

Sunday, October 7th 2012, 6:38pm

"Powrót" - opowiadanie cz2.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~

W dość słabo oświetlonej komnacie przy trunkach i strawie siedziało dwóch rosłych mężczyzn prowadzących ze sobą szczerą rozmowę.
-A więc powiadasz Reidenie, że krzyże teraz kontrolują szlaki handlowe od północy aż na daleki wschód? A co na to muzułmanie?
-Doszły nas słuchy, że się buntują, ale znaczna część ich kalifów wraz z samozwańczym sułtanem z gór sprzyja krzyżom. Od czasu do czasu ich rycerze pokazują się też na turniejach.
-To na wschodzie, a co na północy?
-Od Pogan z północy nie ma żadnych wieści. Ale chodzą słuchy, że krzyże dobrze im zapłaciły za sojusz i milczenie. Jedynie Vikingowie zza morza od czasu do czasu puszczą z dymem jakąś wioskę, ale trzymają się brzegu i wgłąb lądu się raczej nie zapuszczają. Prowadzi ich Żelazny Wojownik. Ponoć człek to straszliwej siły jest i toporem włada nadzwyczaj sprawnie.
-A co na naszych prawowitych ziemiach? Królewskie podatki ściągasz?
-No... tutaj rządzi teraz cesarzowa Agata i... tu Reiden zawahał się chwilę
-Tak? Kontynuuj, proszę...
-...i oddaliśmy jej część naszego lenna w zamian za pokój - wycedził wreszcie jednym tchem Reiden.
-Co do kroćset żeś uczynił?! Oddałeś jej część dziedzictwa Artemowego? Jak mogłeś? Gore! Gdyby mistrz Bob żył to kazałby Cię za to końmi włóczyć i na pal wbijać. Tutaj Sleep uśmiechnął się nieznacznie w duchu do siebie wspominając szczery uśmiech mistrza Boba.
-Ale, sytuacja tego wymagała... próbował się wytłumaczyć.
-Sytuacja wymagała tego, (przerwał mu Sleep) żeby walczyć mości Reidenie. I nawet jeśli by przyszło zginąć za sprawę to i tak Lucyferus by was wskrzesił. Ale rozumiem pobudki, którymi się kierowałeś. A co z naszymi ludźmi?
-Jak nastał pokój nasi rycerze rozjechali się po świecie. Jedni wrócili do swoich domostw i majątków, inni wyjechali szukać zajęcia dla swojego miecza. A czy Ty znalazłeś to czego szukałeś za morzem?
-Niezupełnie, ale byłem już blisko kiedy ściągnąłeś mnie tutaj z powrotem, ale powróćmy do tego co tutaj. Więc chcesz powiedzieć, że nikt już nie walczy i Wszyscy Ci znamienici wojownicy stali się nagle farmerami i plantatorami buraków?
-No tak źle to nie jest. Zastępy cesarzowej Agaty wciąż potykają się ze Zgredami. Ci nieposkromieni szaleni wojownicy wciąż napadają na tabory kupieckie, sieją zamęt wśród społeczeństwa, opróżniają karczmy i bałamucą dziewki w zamtuzach. Czasem nawet odważą się najechać jakiś pomniejszy zamek cesarzowej. Bardzi wciąż układają pieśni o tych ich potyczkach.
-Hahaha, toć mi kompanija! Zaniósł się gromkim śmiechem Sleep zwany Walkerem.
-A pozostali rycerze? Też tak zgnuśnieli?
-Ci z mroźnej północy dogadali się jakoś z Wikingami, a tutejsi rycerze nie służący cesarzowej i fanatycznie nastawieni do trunków wyskokowych skupili się wokół jednej warowni. Otworzyli tam ponoć bimbrownię jakiej świat nie widział i skutecznie pogrążają się w pijaństwie i rozpuście bowiem gorzałka to obecnie bardzo dochodowy interes.
Wtem rozmowę dwóch szlachciców przerwało donośne wołanie dowódcy straży zamkowej. Obaj Panowie niemal jednocześnie rzucili się do okna. Na placu stała zakapturzona postać w jasnym płaszczu jedną ręką 3mająca Avalloca od tyłu za gardło a w drugiej lekko zakrzywiony sztylet zwrócony ostrzem w stronę szyi wojownika. Postać ta wykrzykiwała coś w kierunku otaczających ją zwartym pierścieniem czterech zamkowych strażników uzbrojonych we włócznie i halabardy. Spod płaszcza postaci wystawał espadon - ulubiona broń jednego z dawnych przyjaciół zakonu.
-Każ im odpuścić Reiden i przyprowadzić tutaj tego człowieka. Chcę z nim pomówić osobiście. Powiedział stanowczo Sleep.
-Ale... zawahał się Reiden bowiem jeden z jego najlepszych ludzi był właśnie o włos od spotkania z kostuchą.
-Znam tego człowieka, to Avllard, sługa Mahometa. Ciekaw jestem co go tutaj do nas prowadza?
-Straże przepuście przybysza. Avalloc, przyprowadźże naszego gościa na górę. Chcemy z nim porozmawiać wykrzyczał przez okno Reiden i po chwili było już słychać kroki zbliżających się rycerzy.
-Witaj Avlardzie, co Cię do nas sprowadza? Zapytał Sleep wchodzącego właśnie do komnaty wschodniego wojownika.
-Allah akbar Efendi. To mówiąc przybysz wykonał dłonią gest szczerej przyjaźni oznaczający w wolnym tłumaczeniu "co z serca i z umysłu to na języku". Jihad! dodał po chwili.
Reiden zostawił przybysza sam na sam w komnacie ze Sleepwalkerem i umierając z ciekawości o czymże tamci dwaj ze sobą tyle czasu rozmawiają postanowił powyżywać się nieco na dowódcy straży za jego niekompetencję przy pełnieniu warty.
-Odpuść mu trochę mości Reidenie! wypowiedziała właśnie nowo przybyła postać w
czarnej pelerynie i połyskującej masce przedstawiającej trupią czaszkę. On
niczemu nie jest winien. To magia Dżinów sprawiła, że przybysz nie był właściwie widoczny dla naszych ludzi. Jedynie czujny zmysł Avalloca mógł go wyczuć, ale to dopiero moja magia sprawiła, że się pojawił.
-Skoro tak twierdzisz Lordzie Lucyferze - odparł po chwili Reiden bez przekonania. Ale i tak potrącę mu z żołdu jak jeszcze raz zobaczę naszych strażników na służbie grających w kości zamiast bramy i murów pilnować!
Po chwili drzwi od komnaty, w której przebywali rozmawiający ze sobą Sleepwalker i Avlard się otworzyły i stanął w nich Sleepwalker oznajmiając nowo przybyłym wojownikom:
-Panowie musimy się przygotować do wojny. Na wschodzie trwa Jihad!


(obie części są dziełem Sleepwalker'a)

3

Thursday, November 15th 2012, 6:00pm

Podróż (początek)

~~~~

Wczesnym popołudniem dwaj jeźdźcy pojawili się na trakcie wiodącym
początkowo przez lasy, dalej pagórki i pierwsze wzgórza, aby ich oczom
ukazała się wreszcie rozległa kamienna równina i górskie szczyty
majaczące w oddali.

Widzę, że Twój koń nie nadąża Nadirze - zwrócił się po chwili milczenia
rosły wojownik na bojowym rumaku do swojego arabskiego przewodnika
jadącego na lichej rudej szkapie. Saracen odwrócił tylko głowę, spojrzał
na pięknego jutlandzkiego rumaka rycerza i cicho wzdychając skinął
twierdząco głową.

-Zatrzymamy się zatem na popas i dajmy wypocząć naszym koniom. Jutro
czeka nas bowiem przeprawa przez góry.Kiedyś kupię Ci nowego konia za
twoją wierną służbę.

Oczy wojownika pustyni jakby napełniły się przez moment nowym blaskiem.

-Tam za tym wzgórzem powinien być mały stawek więc napełnimy bukłaki - odrzekł łamaną mową wspólną przewodnik.

I tak zdrożeni jeźdźcy zaznali wreszcie pierwszego postoju odkąd
wyruszyli z królewskiej twierdzy pogan. Sleep miał teraz trochę czasu na przemyślenia dotyczące ostatnio toczących się wydarzeń...

-Już Ci to raz tłumaczyłem Reidenie, że detronizacja Armagedon choć
była konieczna nie oznacza wcale, że będziemy prowadzili teraz jakąś
militarną kampanię przeciwko niemu i jego poplecznikom. Zamiast tego
skupmy się raczej na odbudowie dawnej potęgi naszego zakonu, stwierdził
Sleep stanowczym tonem pociągając obficie z trzymanego w ręku, inkrustowanego złotem, pokaźnego rogu bliżej nieokreślonego zwierzęcia.

-Mistrzu Sleepwalkerze, ciągnął rozentuzjazmowany Reiden, wieść o Twoim
powrocie szybko się rozniosła wśród pogańskich ludów północy oraz,
sądząc po ostatniej wizycie, również plemion saraceńskich dalekiego
wschodu. Odkąd wici zostały rozesłane dawna brać znów ciągnie gromadnie
do naszego zamku. Potrzebny im będzie teraz przywódca, który ich
poprowadzi, a zgodnie z dawnym obyczajem naszego zakonu tytuł Wielkiego
Mistrza po detronizacji poprzednika należy się właśnie Tobie.

-Widzę, że lektura statutu naszego zakonu nie jest Ci obca. Abdykujący
mistrz wyznacza swego następcę i może również poprosić o zwrot oddanego
przywództwa. W przypadku zaś detronizacji nowy tytuł wielkiego mistrza
przypada temu spośród marszałków, którego zasługi dla zakonu są
największe. Nie widzę zatem powodu, dla którego nie miałby on przypaść
właśnie Tobie mistrzu Reidenie.

-M...mnie? Wybełkotał z nieukrywanym zaskoczeniem na twarzy Reiden.

-Tak właśnie Tobie, bowiem Wieść o moim powrocie dotarła uszu nie tylko
pogańskich i saraceńskich wojów, ale także rycerzy krzyża i tylko
patrzeć wznowienia ich krucjat na naszych ziemiach. To właśnie Ty
stawisz im opór. Będziesz do tego potrzebował jednak nowego naczynia, w
które Lord Lucyferus przeniesie twojego ducha. Obecne jest bowiem
nieco... (tutaj Sleepwalker zastanowił się chwilę szukając odpowiedniego
określenia jednocześnie bacznie lustrując wzrokiem swojego rozmówcę)
...nieco wypalone, dokończył po chwili wyraźnie zadowolony z siebie
mistrz zaczerpując rogiem z dzbana kolejną potężną dawkę złocistego
płynu.

Reiden słuchając tego mimochodem zerknął w lustro wiszące na pobliskiej
ścianie komnaty, w której rozmawiali i zaczął szukać śladów owego
zużycia. Jego początkowe zaskoczenie powoli przeradzało się w
niepokojącą obawę utraty własnej osobowości. Nie dość bowiem, że miały
czekać go nowe obowiązki to jeszcze też i przeniesienie w nowe ciało...

-Chyba nie przyzwyczaiłeś się za bardzo do swojej obecnej cielesności?
Jutro bowiem przybędzie na zamek Twój nowy nosiciel Alpha2. To rosły woj i
dobry przywódca swojego klanu. Został do tego starannie
wyselekcjonowany w specjalnych testach przez samego Lorda Lucyfera.

Teraz już nerwy Reidena nie wytrzymały, a wszelkie obawy przeistoczyły
się w paniczny lęk nadchodzących wydarzeń. Transfer duszy - Reiden
czytał kiedyś o tym w zakonnych kronikach, ale nigdy nie natrafił na
żadne wzmianki o potwierdzonym i udokumentowanym pozytywnym przypadku
takiego przeniesienia.

-Alpha2? Zakładam, że istniał zatem również jakiś zwykły Alpha? zapytał z nieukrywanym niepokojem w głosie Reiden.

-Możliwe, ale widocznie nie przeszedł wszystkich testów Lorda Lucyfera,
który stanowczo upiera się przy swoim obecnym wyborze twierdząc, że
ryzyko niepowodzenia transferu w tym przypadku będzie znikome.

Na dźwięk rogu prawie równocześnie obaj panowie podeszli do okna wieży, w
której się znajdowali skąd rozciągał się bardzo dobry widok na
otaczające zamek przedpole.

-Ó, widać już w oddali nadjeżdżający poczet Alphy. Chodźmy zatem
przywitać naszego drogiego gościa i przygotujmy go na długotrwały pobyt w
murach naszej twierdzy...

Podróż cz.3


Rozmyślania Sleep'a przerwało nagle nerwowe rżenie jego rumaka. To oznaczało zbliżające się niebezpieczeństwo. Wojownik udał zmęczenie i chęć zapadnięcia w sen. Nakrył kocem swoją zbroję leżącą pod drzewem po czym sam niepostrzeżenie ukrył się w cieniu i bacznie nasłuchując skąd nadejdą kłopoty. Wkrótce na tle szarzejącego nieba przez moment zamajaczyła dość szybko poruszająca się zgrabna sylwetka. Po chwili z półmroku wyłoniły się dwie postaci. Pierwszą z nich był przewodnik, a drugą ubrana w skórzaną zbroję kobieta trzymająca go na końcu swojego miecza. Chociaż pełnej twarzy napastniczki spod narzuconego na głowę kaptura nie udawało się dostrzec, to jednak wprawne oko mistrza zauważyło pewien bardzo charakterystyczny cyniczny uśmieszek malujący na się na ustach pewnej siebie wojowniczki. Obie postaci bardzo powoli zbliżały się w kierunku drzewa z upozorowaną sylwetką śpiącego rycerza.
-Ej, ty tam pod drzewem! (zawołała rozbójczyni). Wstawaj i oddaj mi swój miecz to może ujdziesz cało z tej opresji. Tylko bez głupich numerów bo zginiesz.
To mówiąc skierowała w kierunku drzewa trzymaną w prawej ręce niewielką kuszę. Drugą zaś odsunęła końcem miecza nieco na bok, dość mocno spoconego już Saracena. To stworzyło Sleepowi wprost idealną okazję do kontrataku. Wyskoczył z ciemności rozdzielając dwójkę wojowników jednym szybkim pchnięciem miecza. Zamierzał jeszcze wywinąć młyńca i zdzielić napastniczkę pięścią, ale ta była szybsza. Zawirowała w kontr piruecie tracąc przy tym jeden strzał i broń wytrąconą z ręki, ale unikając silnego ciosu pięści atakującego Sleep'a. Błyskawicznym ruchem dobyła zza cholewy wysokiego buta sztylet, a zza paska wyciągnęła mizerykordię, służącą głównie do dobijania umierających w bitwie rannych i uważaną powszechnie za broń miłosiernych chrześcijan. Obaj wojownicy również nie tracili czasu obchodząc już dookoła stojącą na lekko ugiętych nogach i gotową do odparcia kolejnego ataku wojowniczki.
-Wszystko w porządku Nadirze? zapytał Sleepwalker.
Twarz Saracena zalewała krew sącząca się z głębokiej szramy na jego policzku. Ten jednak jakby tego nie zauważając skinął twierdząco głową.
-Zaiste szybka jesteś Cini-Mimis. Zdążyłaś prawie jednocześnie wystrzelić z kuszy, zranić człowieka, uniknąć ciosu i dobyć nowej broni. I być może uda Ci się również zgładzić w walce mojego rannego towarzysza, ale nie dasz rady pokonać w otwartej walce swojego dawnego mistrza Mimi.
-Jedyny prawdziwy mistrz, którego kiedyś znałam i szanowałam oraz któremu służyłam opuścił swój zakon dawno temu oddając go w ręce swoich nieudolnych braci. Od opuszczenia murów Królewskiej Twierdzy nie mam już mistrza.
-I służysz mamonie napadając samotnie na ludzi i ograbiając ich z majątku?
-A kto twierdzi, że działam sama? Nawet jeśli mnie pokonasz to i tak Lord Stalker upomni się o mnie i nie będzie Ci wówczas do śmiechu.
-A więc nawet tego poczciwego polskiego rycerza sprowadziłaś na swoją złą drogę?
-On wiedzie żywot najemnika i nie wie czym ja się teraz tu zajmuję. Udałam się przecież tylko na patrol okolicy. A w ogóle to co Ci do tego? Kim jesteś żeby mnie osądzać i skąd tyle o mnie wiesz?
-A więc nie poznałaś mnie w tych ciemnościach? Więc może to odświeży Ci pamięć?
To mówiąc Sleepwalker zsunął koc zakrywający zbroję, pochwycił leżącą przy niej tarczę i podszedł bliżej swojej rozmówczyni. Jej oczom ukazał się wymalowany na tarczy czerwony smok dzierżący w szponach pentagram - herb Królewskiego Zakonu Szlacheckiego i jednocześnie znak jego Wielkiego Mistrza.
-Ty mistrzem KZS? Ale to znaczy, że...
-To znaczy, że wróciłem Lady Mimi, a ty porwałaś się zbrojnie na swojego mistrza, któremu ślubowałaś onegdaj wierność i posłuszeństwo. I nie przyglądaj mi się tak jakbyś zobaczyła ducha. Upływający czas zmienia bowiem naszą powierzchowność, ale nie ducha.
-Wybacz mistrzu Sleepwalkerze, ale nie miałam pojęcia...
-Wybaczam. Teraz pomóż mi zszyć i opatrzyć ranę mojego towarzysza, a rano zawieziesz ode mnie pismo do Lorda Stalkera. Królewska Twierdza bowiem znów potrzebuje swoich obrońców.

This post has been edited 1 times, last edit by "Thorkell" (Nov 16th 2012, 10:56pm)